...Po śniadaniu przynoszono Hitlerowi codzienną prasę, której przegląd wyraźnie wpływał na jego nastrój. Potem Hewel (przedstawiciel Ribbentropa w Wilczym Szańcu, aut.) relacjonował mu zagraniczne komentarze prasowe, których Hitler cierpliwie wysłuchiwał. Z perspektywy minionego czasu, wydaje mi się, że opinie prasowe traktował poważniej, niż rzeczywistość. Po przeglądzie prasy Schaub przynosił mu sprawozdania o nalotach lotniczych ostatniej nocy, które wcześniej przekazywane były przez gauleiterów Bormannowi.

Kilka razy próbowałem nakłonić Hitlera do obejrzenia zbombardowanych miast, jednakże Hitler za każdym razem odmawiał spełnienia moich „dziwnych” próśb.

Myślę jednak, że był on doskonale poinformowany o zniszczeniach spowodowanych nalotami ... Führer wydawał się być wyraźnie wstrząśnięty tymi relacjami, jednakże mniej z powodu strat ludności czy też zniszczeń budynków mieszkalnych, aniżeli z powodu utraty cennych budowli, a w szczególności teatrów. ...Podczas czytania tych raportów Hitler miał zwyczaj wyrażania obraźliwych opinii o rządzie angielskim i Żydach, którzy według jego mniemania byli winni tych nalotów.

... Zdecydowanie odrzucał usilne zalecenia Morella, który sugerował mu konieczność odbywania długich codziennych spacerów. Pokonywał codziennie zaledwie stumetrowy odcinek wewnątrz I strefy bezpieczeństwa. Podczas spacerów Hitler najczęściej nie interesował się towarzyszącą mu osobą, lecz skupiał uwagę na swoim niemieckim owczarku Blondi, którego próbował przy tej okazji tresować. Po kilku ćwiczeniach w aportowaniu, pies musiał balansować na równoważni o szerokości dwudziestu centymetrów i długości ośmiu metrów, ustawionej na wysokości dwóch metrów. Owczarek odgrywał w życiu Hitlera najprawdopodobniej najważniejszą rolę; wydaje się, że był dla Hitlera ważniejszy, niż jego najbliżsi współpracownicy: jeśli w kwaterze nie przebywał żaden z dostojnych gości, Hitler spożywał posiłki wyłącznie w towarzystwie swojego psa.

...Z miesiąca na miesiąc stawał się Führer coraz bardziej milczący. Od jesieni 1943 r. wspólny obiad stawał się prawdziwą męką. W milczeniu jedliśmy zupę, czyniąc w przerwie między daniami zaledwie parę uwag na temat pogody lub nieudolności służby meteorologicznej.

...Na wieczorne herbatki zapraszał Hitler swoich lekarzy, sekretarki, wojskowych i cywilnych adiutantów, ambasadora Hewela, czasami Bormanna. Ja byłem również zawsze mile widziany. Hitler lubił przy tej okazji stwarzać „miłą” atmosferę, często z płonącym kominkiem; sam podawał sekretarkom ciasto i troszczył się, jako pan domu, o swoich gości. Obowiązywała niepisana umowa, aby podczas tych spotkań unikać rozmów na temat wojny i polityki oraz nie krytykować czołowych osobistości Trzeciej Rzeszy. Ze zrozumiałych względów nie miał potrzeby o tym dyskutować. Śmiano się wprawdzie z żartów, opowiadanych wielokrotnie przez Hitlera, jak gdyby słuchano ich je po raz pierwszy. Trudno było ożywić atmosferę wspólnych spotkań. Było bardzo nudno, i tylko uprzejmość oraz poczucie taktu zmuszały nas do brania w nich udziału. Po wielogodzinnych, monotonnych dyskusjach ogarniał nas sen, z ledwością patrzyliśmy na oczy.

.... Przed klęską pod Stalingradem Hitler słuchał chętnie symfonii Beethovena, partii z oper Wagnera lub pieśni Hugona Wolfa. Mógł wtedy siedzieć godzinami z zamkniętymi oczami i przysłuchiwać się muzyce. Zawsze nastawiano te same płyty i uczestnicy herbatek znali na pamięć ich numery. Po Stalingradzie Hitler nie był w stanie słuchać muzyki, spędzaliśmy więc wieczory na słuchaniu jego monologów. Ciągle na te same tematy: jego młodość w Wiedniu, okres walki, historia ludzkości, mikro- i makrokosmos i itp. Słuchając tych opowieści wiedzieliśmy zazwyczaj z góry, co powie za chwilę...