Autor m.in. takich opracowań jak: „Żydowski świat w filmach fabularnych i grach telewizyjnych”, Tybinga 1992, „Niemiecko-polskie spotkania w zwierciadle literatury”, Berlin 1996.

Wizyta chóru młodzieżowego w kwaterze Hitlera z okazji rocznicy jego urodzin oraz prezentacja tego wydarzenia w kronice filmowej NSDAP

Trudno jest przypomnieć o tym wydarzeniu po 54 latach. Niewątpliwie miało ono dla trzynastoletniego wówczas chłopca, wierzącego w narodowy socjalizm, ogromne znaczenie.

Parę lat temu z okazji 450 rocznicy powstania mojej szkoły, rozmawiałem w Rastenburgu z młodszym o rok kolegą szkolnym, który również należał do tego chóru i poprosiłem go, aby opowiedział swoją wersję tamtego wydarzenia. Dla niego tylko dwie rzeczy miały wartość i utkwiły mu w pamięci. Po pierwsze, że przed występem naszego chóru podano nam w wagonie restauracyjnym Führera wyśmienity placek i kakao. Po drugie, że Hitler podał mu słabą i wiotką rękę, a więc inną, niż można by się było spodziewać po naczelnym wodzu.

Z pewnością moje wspomnienia nie są wolne od luk i nieścisłości, są jednak dokładniejsze, ponieważ już 21 kwietnia ojciec poprosił mnie o napisanie relacji z tego wydarzenia (niestety zaginęła), którą zatytułowałem „Spotkanie z Führerem”. Została ona powielona przez mojego ojca, który jako okręgowy szef do spraw szkoleń NSDAP wykorzystywał ją potem w celach propagandowych. Spróbuję opisać to wydarzenie tak, jak je wówczas zapamiętałem.

Wizyta w Wilczym Szańcu

Byłem gorliwym członkiem chłopięcej organizacji nazistowskiej „Pimpfe”. Dla chłopaka wychowywanego w duchu narodowosocjalistycznym, uczęszczającego do elitarnej szkoły, przynależność do hitlerowskiej organizacji młodzieżowej była cząstką wolności: tu pozbywałem się bezwzględnej i surowej kontroli ojca. Dwa razy w tygodniu popołudniowe szkolenia o Führerze i jego ruchu, dwutygodniowe obozy letnie na Mazurach oraz śpiewanie w chórze - to dla małego Dietmara były niewątpliwie najpiękniejsze przeżycia. Nasz chór miał bogaty repertuar pieśni. Szczególnie często ćwiczyliśmy ludowy repertuar Ännchen von Tharau m.in. „Kraj ciemnych lasów”, „Przyszło raz pięć dzikich świnek” oraz popularne piosenki wojskowe: „Denn heute gehört uns Deutschland und morgen die ganze Welt” (Dziś należą do nas Niemcy, a jutro cały świat), „Denn heute da hörtś uns Deutschland...” (Dziś słuchają nas Niemcy...).

W marcu 1942 r. nasz pierwszy solista i zarazem kierownik chóru Gosch oznajmił nam, że kilkoro z nas w dniu urodzin Führera ma zaprezentować mu kilka ludowych piosenek. Wybrano nas według wzrostu: musieli to być, na szczęście dla mnie, mali chłopcy (dla dziewcząt obowiązywały najwyraźniej, co było widać na później oglądanej sekwencji filmowej, inne kryteria).

Dla wybranych 11 chłopców i 11 dziewcząt zaczął się teraz okres intensywnych prób. Przećwiczono jeszcze raz cały repertuar, w tym również standardowy program narodowosocjalistyczny. Całość znakomicie przygotowano, wszystko zapowiadało się jak najlepiej... aż tu nagle katastrofa: Okazało się, że Peter Gosch miał za dużo lat (siedemnaście, jak mi się wydaje), i do tego był za wysoki. Tak więc musiał go zastąpić dużo niższy Hans-Georg Timm, z którym wielokrotnie, lecz w dużym pośpiechu, przećwiczono cały program. -Oby tylko wszystko dobrze poszło!

20 kwietnia - wielki dzień! Mundurki ubrane, włosy w przedziałki uczesane, ręce umyte, paznokcie wyczyszczone, bukiety kwiatów przygotowane. Około godz. 9.00 zawieziono nas samochodami do odległej o 8 km Gierłoży. W lesie minęliśmy trzy wartownie i zatrzymaliśmy się przed skromnym barakiem, który, jeśli się nie mylę, określano mianem kasyna. W towarzystwie dwóch adiutantów Hitlera weszliśmy do środka. Tu, jedząc śniadanie i czekając na rozpoczęcie głównej uroczystości, rozmawialiśmy z adiutantami o naszych, jak mi się wydawało, wspólnych zainteresowaniach: bohaterach powieści Karola Maya. Trochę to trwało, lecz nam to nie przeszkadzało, po pierwsze dlatego, że mogliśmy uciąć interesującą dyskusję z osobistościami z najbliższego otoczenia Hitlera, po drugie dobrze rozumieliśmy, że w końcu to Führer rozstrzyga o losach całego świata: cóż więc mogła znaczyć chwila cierpliwości?!

Po śniadaniu udaliśmy się na wyznaczone miejsce na spotkanie z Hitlerem.-I oto nastąpił „historyczny moment”: Z baraku wyszedł On, a tuż za nim jego świta, około dziesięciu mężczyzn. Wśród nich był tylko jeden prominent: „organizator Rzeszy” dr Ley. Zbliżyli się do nas. - Bardzo stremowany Hans-Georg Timm, „gracz rezerwowy” naszego chóru, stanął na baczność, zasalutował i wyrecytował wyuczone zdanie: „Mein Führer, melduję 11 chłopców i 11 dziewcząt”. Potem wykonał poprawny zwrot w tył, przemaszerował parę kroków w kierunku naszego zastępu i zapowiedział tytuł piosenki... o zgrozo!, innej niż ćwiczyliśmy: „Wszystkie ptaki już przyleciały”. Zaczęliśmy śpiewać, - nie wyszło najlepiej. Następnie dwóch słodziutkich chłopców wręczyło Hitlerowi kwiaty, potem uczyniła to samo drużynowa dziewcząt, która nas, chłopaków, znacznie przewyższała wzrostem. Zazdrośni byliśmy o to, że dziewczyny zajmowały korzystniejszą pozycję, stały bowiem w pierwszym rzędzie. Nic dziwnego, że niemieckim przewodniku pt. „Wolfsschanze im Bild: eine Chronik” [Wilczy Szaniec w fotografii: kronika], kupionym podczas mojego drugiego pobytu w Wilczym Szańcu w 1996 r., znajduję podpisy do dwóch zdjęć, wykonanych właśnie tego dnia: „ Drużynowa zastępu dziewcząt niemieckich z Rastenburga wręcza azalie i życzy Hitlerowi wytrwałości w realizacji jego „historycznych zadań” oraz „Dziewczęta z Rastenburga składają Hitlerowi życzenia z okazji 53 urodzin”.

Tylko ci, którzy stali najbliżej Führera lub wręczali mu kwiaty, mogli być pogłaskani przez niego po policzku lub dostąpili zaszczytu uściśnięcia jego ręki.

...Hitler zaprosił nas do wagonu restauracyjnego a sam ze swoją świtą powrócił do baraku. ...Prima! Nareszcie słodko: kakao i smaczne ciastka.

Dwa dni później mogliśmy obejrzeć w jednym z kętrzyńskich kin Niemiecką Kronikę Tygodniową (Deutsche Wochenschau), która poświęcana była zwykle wydarzeniom na froncie wschodnim, tym razem jednak również uroczystościom kolejnej rocznicy urodzin Hitlera.

Część wstępna kroniki poświęcona była bonzom NSDAP, którzy wspólnie z rannymi i wdowami poległych na froncie żołnierzy, kontemplowali IX symfonię Bethovena w wykonaniu filharmoników berlińskich pod batutą Wilhelma Furtwängera. W kolejnych sekwencjach pokazano, jak Himmler, Ribbentrop, Göring, Ley i Raeder miarowym krokiem kolejno podchodzili do Hitlera, wręczali mu prezenty i składali życzenia urodzinowe. W ostatniej części kroniki pokazano tych samych panów, przysłuchujących się kętrzyńskiemu chórowi chłopców i dziewcząt. Ku naszemu zdziwieniu stwierdziliśmy, że całkowicie został zmieniony podkład muzyczny. Dziewczęta były doskonale widoczne, natomiast chłopców nie można było rozpoznać. Na zakończenie pokazano w zbliżeniu głaskane przez Hitlera i zapatrzone w niego ufne twarze chłopców, nadziei Niemiec.

Całość była perfekcyjnym montażem i, jakbyśmy to dzisiaj określili, ewidentną manipulacją. Później uświadomiliśmy sobie, że Goebbels, jako „ protektor niemieckiego filmu”, udzielał swoim operatorom i montażystom wskazówek, w jaki sposób należy optymalnie wykorzystywać sekwencje filmowe do celów propagandowych. Przecież nie na darmo studiował radzieckie nieme filmy Eisensteina i Pudowkina.

Nie czuliśmy się wówczas oszukani. Byliśmy dumni, że braliśmy udział w ważnej imprezie, że widzieliśmy Führera! Jeszcze dziś słyszę głos mojego kolegi, który wręczał Hitlerowi kwiaty: „Już nigdy nie umyję ręki, którą uścisnął mi Führer!”