23 lipca 1944 r. w szpitalu w Kętrzynie

Siostra: Panie generale, jest pan proszony do biura.

Generał dywizji Heusinger, w łóżku z opatrunkiem na głowie, ramionach i nogach: O co chodzi?

Siostra: Ktoś chciałby z panem rozmawiać.

Generał spotyka w biurze dwóch funkcjonariuszy Gestapo.

Funkcjonariusz Gestapo: Z rozkazu reichsführera SS mamy pana aresztować i jeszcze dzisiaj dostarczyć do Berlina.

Generał Heusinger: Panów dokumenty?

Funkcjonariusz Gestapo pokazuje rozkaz.

Generał Heusinger: Przygotuję się.

W piwnicy Gestapo przy ul. Księcia Albrechta w Berlinie

Funkcjonariusz policji kryminalnej (dalej FPK): Przeczytałem panu tuzin wypowiedzi, które zgodnie z zeznaniami pewnego spiskowca, padły wielokrotnie z pana ust w latach 1941-44. W dość ostry sposób wyrażał pan swoją dezaprobatę dla Führera, żądał pan jego usunięcia oraz zmian na wyższych szczeblach władzy. Czy ma pan coś do dodania?

Generał Heusinger (dalej GH): Nie mogę potwierdzić, iż w przytoczonych przez pana okolicznościach wyrażałem swoje poglądy na ten temat. Nie zaprzeczam jednak, że wypowiadałem się w podobnej formie.

FPK: Przyznaje pan więc, że był pan od lat zdecydowanym przeciwnikiem Hitlera?

GH: Nie zgadzałem się z jego decyzjami strategicznymi. Uważałem je za zgubne i próbowałem, na ile to było możliwe, im przeszkodzić lub nieznacznie złagodzić.

FPK: Od kiedy prezentował pan takie poglądy?

GH: Od rozpoczęcia kampanii rosyjskiej, a od Stalingradu stawały się one coraz bardziej radykalne.

FPK: I mimo odmiennego zdania współpracował pan nadal z Hitlerem?

GH: Nigdy nie robiłem z tego tajemnicy, o ile pozwalała na to dyscyplina wojskowa.

FPK: Ale żądał pan przecież usunięcia Führera siłą?

GH: Bardzo przepraszam, ale nie przypominam sobie, by w którejkolwiek z przytoczonych tu wypowiedzi była mowa o użyciu siły. Życzyłem sobie, aby Führer oddał główne dowództwo wojskowe ponownie w ręce żołnierzy oraz, aby przede wszystkim feldmarszałek Keitel został zastąpiony inną, odpowiednią osobą. Proszę spytać świadka, czy kiedykolwiek usłyszał ode mnie choć jedno słowo o konieczności wyjścia z tej sytuacji przy użyciu przemocy.

FPK: Przecież taki był sens pańskich wypowiedzi?

GH: Sens, jaki przypisuje się moim wypowiedziom teraz po zamachu, pozostawiam już panu. Proszę o konfrontację z obciążającym mnie świadkiem.

48 godz. później

GH: Mam do pana tylko jedno pytanie: Czy kiedykolwiek, w toku wymienionych przez pana rozmów, wspomniałem o pokonaniu Hitlera siłą?

Świadek: Tego nie mogę stwierdzić. W moim zeznaniu chodziło mi tylko o wyjaśnienie przyczyn zamachu.

FPK: Ale przecież właśnie tak zinterpretował pan słowa generała Heusingera.

Świadek: Owszem, musiałem tak uczynić ze względu na wszystko, o czym było mi wiadomo.

FPK: Do wieczora proszę o pisemne wyjaśnienie pańskich dotychczasowych zeznań.

Świadek zostaje odprowadzony.

GH: Widzi pan, miałem rację.

FPK: Rzecz jest bardzo podejrzana.

3 tygodnie później, połowa sierpnia 1944

FPK: Czy znał pan byłego generała Tresckowa?

GH: Tak, przed wojną był on u mojego boku oficerem sztabu generalnego.

FPK: Czy w trakcie wojny miał pan z nim do czynienia?

GH: Tak, jako szef oddziału operacyjnego często naradzałem się z szefami i oficerami sztabu generalnego wojsk lądowych, a więc także z Tresckowem.

FPK: Czy Tresckow często bywał u pana?

GH: Tak, często mnie odwiedzał.

FPK: Wie pan, co się z nim stało?

GH: O ile wiem, zginął.

FPK: Tak? Nie sądzi pan, że jest u Rosjan?

GH: Nie wiem, co miałby tam robić.

FPK: O czym z panem dyskutował?

GH: O ważnych kwestiach dowodzenia.

FPK: Czy nie wygłaszał on przypadkiem sceptycznych poglądów?

GH: To był wyjątkowo mądry i dalekowzroczny oficer sztabu generalnego i tak jak ja troszczył się o dalszy przebieg wojny.

FPK: Nie opowiadał panu nigdy o swoich planach?

GH: Jakie plany ma pan na myśli?

FPK: Plany odsunięcia Führera od władzy.

GH: Dyskutowaliśmy wspólnie kwestię obsadzania wyższych szczebli władzy. Szukaliśmy wspólnie ludzi, którzy byliby bardziej dorośli do tych trudnych zadań niż Keitel i inni.

FPK: Nie rozmawiał z panem o innych sprawach?

GH: Często pozwalał sobie na ocenę sytuacji.

FPK: Kto jeszcze był obecny przy tych rozmowach?

GH: Na ogół byliśmy sami.

FPK: Zna pan ordynansa Tresckowa, von Schlabrendorffa?

GH: Z widzenia.

FPK: On przecież, jako osoba towarzysząca Tresckowowi, uczestniczył w rozmowach.

GH: Nie, on czekał na zewnątrz.

FPK: Ale przecież pewnego razu dostarczył panu list od Tresckowa.

GH: Możliwe, kiedy to miałoby być?

FPK: Zimą 1943/44. Co było w tym liście?

GH: Bardzo słabo sobie przypominam. Chodziło o sprawy personalne.

FPK: Tak? Czy Schlabrendorff rozmawiał z panem o treści tego listu?

GH: Nie sądzę, bym rozmawiał z nim na ten temat, zwłaszcza że bliżej wcale go nie znałem.

FPK: Dlaczego Tresckow nie wysłał tego listu po prostu pocztą, tylko przez specjalnego kuriera?

GH: O ile wiem, Schlabrendorff i tak jechał do Berlina. Przekazał mi list po drodze, tak było prościej.

FPK: Jakiego rodzaju były to sprawy personalne?

GH: Chodziło o obsadzenie kilku stanowisk w sztabie generalnym.

FPK: Panie generale, jesteśmy w posiadaniu tego listu.

GH: To dlaczego pan mnie pyta? Wie pan lepiej niż ja, co tam jest napisane.

FPK: Wielokrotnie rozmawiał pan z Tresckowem o zamachu. To wiemy na pewno.

GH: Interesowaliby mnie świadkowie. Proszę mi to udowodnić!

Po kilku następnych dniach

FPK: Czy zna pan byłego generała Wagnera i czy miewał pan z nim częściej do czynienia?

GH: Znam go dobrze i ściśle ze sobą współpracowaliśmy.

FPK: A zna pan byłego generała Fellgiebla?

GH: Tak widywałem go niemal codziennie.

FPK: A Lindemanna?

GH: Podobnie, ale widywaliśmy się nieco rzadziej.

FPK: Jaki był pana stosunek do Stieffa?

GH: Dobry. Długo mi podlegał.

FPK: Znał pan Olbrichta i Stauffenberga? Współpracował pan z nimi?

GH: Oczywiście, od czasu do czasu.

FPK: Znał pan tych wszystkich ludzi, był pan z nimi w kontakcie i jednocześnie twierdzi pan, iż nie miał pojęcia o planach zamachu?

GH: Wydaje mi się, że nie ma pan pojęcia o zadaniach związanych z moim stanowiskiem. W przeciwnym razie nie zadawałby mi pan takich pytań.

FPK: Jeden z oskarżonych twierdzi, że w lipcu 1944 r. informował pana o planowanym zamachu. Co pan na to?

GH: Nie sądzę. To musi być pomyłka.

FPK: Zobaczymy. Jak tłumaczy pan sobie powody tego zamachu?

GH: Zwyczajnie. Wynikają one z rozwoju sytuacji od 1944 r., w szczególności od Stalingradu. Ten akt rozpaczy i determinacji oznacza nic innego, jak kryzys zaufania.

FPK: Może zechciałby pan to trochę rozwinąć?

GH: Widzę, że nie ma pan pojęcia ani o rozwoju sytuacji, ani o współpracy wojskowego aparatu dowodzenia. Jestem gotowy przedstawić to panu na piśmie, ale potrzebuję kilku dni.

Początek września 1944 r.

Doprowadzono do konfrontacji gen. Heusingera z obciążającym go świadkiem, podczas której świadek przyznał się, iż nie meldował generałowi o planowanym zamachu, lecz o nastrojach młodszych oficerów.

Przesłuchanie po rozmowie konfrontacyjnej:

Świadek: Czy mogę jeszcze raz sam porozmawiać z generałem Heusingerem?

FPK: Bardzo proszę (opuszcza pomieszczenie, zostaje tylko jeden strażnik).

Świadek: Panie generale, jutro zostanę stracony i jestem szczęśliwy, że jest pan ostatnią osobą, z którą rozmawiam. Zawsze miałem do pana zaufanie i dziękuję z całego serca, że się pan za mną wstawił. Słyszałem o tym.

GH: Zrobiłem co mogłem, ale bez skutku, jest mi przykro.

Świadek: Pokutuję za zaniedbanie pewnej informacji. Proszę przekazać generałowi broni Zeitzlerowi, że ja dopiero 30.06.1944 r. dowiedziałem się o planach związanych z zamachem. Zależy mi bardzo, by się o tym dowiedział. I gdyby pan mógł przekazać mojej żonie ostatnie pozdrowienia. Napisałem do niej list, ale nie wiem, czy go kiedykolwiek otrzyma.

GH: Jeśli będę mógł, na pewno to uczynię. Może pan na mnie polegać.

Świadek: Jest mi lżej na sercu. Do zobaczenia, panie generale, w innym świecie.

GH: (do czekającego na zewnątrz funkcjonariusza policji kryminalnej): Czy rzeczywiście nie można już nic dla niego zrobić? Niechcąco zaplątał się zupełnie w tę sprawę. Taki dobry chłopak i naprawdę sumienny oficer.

FPK: Już nic nie pomoże. Po prostu uczestniczył w tym wszystkim.

GH: Ale czy musi ponieść karę śmierci?

FPK: Ostrzegam pana, niech się pan za nim dalej nie ujmuje. Pana przypadek też jeszcze nie jest wyjaśniony. Jest pan również ciężko obciążony i mogłoby to skierować na pana jeszcze większe podejrzenie.

GH: Jestem po prostu człowiekiem i współczuję młodemu koledze.

Po dalszych przesłuchaniach zwolniono generała Heusingera z aresztu z braku dowodów. Miał jednak obowiązek pozostać w miejscu zamieszkania. Dochodzenie przeciwko niemu kontynuowało Gestapo.

Koniec września 1944

Przy dużym okrągłym stole w bunkrze Hitlera, w Wilczym Szańcu.

Służący Hitlera do generała Heusingera: Führer prosi, aby pan chwileczkę zaczekał.

Hitler (pochylony i zmęczony, podaje rękę generałowi i długo mu się przygląda): Jest mi przykro, że i pan został uwikłany w to śledztwo. Ale nie mogłem interweniować.

GH: To był dla mnie trudny okres.

Hitler: Wierzę, proszę usiąść. Wie pan, dzięki zamachowi uświadomiłem sobie, że często umiera się szybko i lekko. Gdybym nie doszedł do siebie, nie zauważyłbym nigdy swojej śmierci. Gdybym umarł, uwolniłbym się tylko od trosk, bezsennych nocy i ciężkiej choroby nerwicowej. To tylko ułamek sekundy, a potem jest się wolnym od wszystkiego, ma się ciszę i wieczny spokój. Widzi pan, to, że dokonano na mnie zamachu, mnie nie wzruszyło! Mając taką pozycję trzeba się z tym liczyć co dzień. Nie wiem ile spisków się już nie udało, a ile się jeszcze planuje. To mnie jednak nie niepokoi. Tym, co mnie najbardziej dotknęło jest fakt, że natychmiast wszystkie kręgi z prawej i lewej strony, te, które sobie pozyskałem i te, które odsunąłem od władzy, uważały, że nadeszła ich godzina. Zbyt dobrze traktowałem tych panów. Płaciłem im pensje jak Noske i Severing, przestałem ich uważać za niebezpiecznych i nie naprzykrzałem się im. W podzięce pojawiają się natychmiast, gdy zwąchają dla siebie jakieś korzyści,- oni i ta szlachta znad wschodniej Elby. Ale teraz zrobię porządek. Będę bezlitosny i bezwzględny. Nie pozwolę, by mojemu dziełu drugi raz zagroził jakiś szalony postępek. Pokonam te kliki. Sami tego chcieli.

Milczy, jakby oczekiwał potwierdzenia, generał milczy także.

Hitler: Czytałem pańskie notatki z aresztu. Dziękuję za nie. To jedyna sensowna krytyka, dotycząca moich poczynań w czasie wojny.

GH: (po krótkiej przerwie): Podczas długiego pobytu w areszcie musiałem zapisywać sobie myśli mojej duszy i może one przyczyniły się do zrozumienia sytuacji, jaka powstała po zamachu.

Hitler: Bardzo mnie pan zainteresował. Rozumiem, że od roku 1942 wzmogła się krytyka moich poczynań. Jako głowa państwa musiałem jednak, oprócz aspektów strategicznych, brać pod uwagę także aspekty gospodarcze, polityczne oraz skuteczność propagandy. Nie mogę przecież każdorazowo uzasadniać wszystkich moich posunięć. Dokąd by to prowadziło.

GH: Na pewno. Ale nie zapominajmy, iż od Stalingradu ponosiliśmy tylko klęski. Jeśli podejmowane decyzje prowadzą tylko i wyłącznie do niepowodzeń, to nie można się dziwić, że szerzy się krytyka oraz zwątpienie.

Hitler (unosząc się): Mimo to muszę oczekiwać, iż zaufanie do mnie będzie większe niż zwątpienie. Muszę tego wymagać zwłaszcza teraz, gdy położenie jest trudne. Skoro od prostego żołnierza wymagam natychmiastowego, ślepego wykonywania rozkazów bez zadawania żadnych pytań, tego samego muszę oczekiwać od moich generałów.

GH: To nie zawsze będzie łatwe. Większość generałów przeszła gruntowne wojskowe przeszkolenie i jest przyzwyczajona do współpracy, do wypowiadania własnego zdania oraz ponosi odpowiedzialność za podlegające im jednostki wojskowe. Nigdy się nie uda zabronić im myśleć, uczynić z nich bezkrytyczne maszyny i zmusić do działania wbrew własnemu sumieniu.

Hitler (bardzo ożywiony): Oto spadek po panach Fritschu, Becku i Brauchitschu. Popełniłem wielki błąd. Powierzyłem tym panom przygotowanie i wychowanie korpusu oficerskiego. Myślałem, że będą działać po mojej myśli. Jednak po przejęciu dowództwa nad wojskiem doszedłem do wniosku, iż zostałem oszukany. Często żałowałem, że nie dokonałem w moim korpusie oficerskim czystki, jak to uczynił Stalin. Teraz muszę to nadrobić, nie ma ani minuty do stracenia. Trzeba się wreszcie nauczyć ślepo i bez mrugnięcia okiem odpierać ciosy. To, czego oczekuję od partii i całego narodu, musi spełnić także armia. Odpowiedzialność ponoszą nie generałowie, lecz ja i tylko ja. Komu to nie odpowiada, tego nie potrzebuję...