Około godz. 10.15 wylądował na lotnisku w Kętrzynie heinkel 111 z pułkownikiem Stauffenbergiem na pokładzie. Pułkownik, po przybyciu z lotniska do kwatery głównej, poinformował oficerów pełniących służbę, że ma od generała Fromma, ówczesnego dowódcy wojsk rezerwowych, dla feldmarszałka Keitla pilne informacje, Oficer, pełniący wartę, porozumiał się telefonicznie z feldmarszałkiem, który wezwał do siebie Stauffenberga. W ten sposób pułkownik przekroczył obie wartownie. Hitler - powiadomiony o tym wcześniej przez Keitla - pozwolił Stauffenbergowi wziąć udział w rozpoczynającej się za chwilę naradzie. Pułkownik miał wygłosić odczyt na temat, zlecony rzekomo przez generała Fromma.

Narada rozpoczynała się z reguły o 12.00. Tak było i tego dnia.

W momencie gdy Stauffenberg wchodził do baraku narad, Hitler studiował mapę. Był pochylony nad stołem z głową opartą na prawej ręce.

Stauffenberg postawił teczkę z materiałem wybuchowym przy podporze stołu w odległości około 1m. od miejsca zajmowanego przez Hitlera. Gdy opuszczał pomieszczenie narad, jeden z uczestników spytał go, dokąd się wybiera. Odpowiedział, że chce tylko zatelefonować i zaraz wraca. Jak się później okazało, telefonował na lotnisko, by wydać rozkaz przygotowania samolotu i móc szybko wrócić do Berlina.

Na eksplozję ładunku czekał w odległości około 80 metrów od baraku, tam, gdzie stał jego samochód. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że Hitler nie powinien był przeżyć. Stauffenberg miał więc wszelkie powody, by przypuszczać, że swoje zadanie wykonał należycie. Natychmiast wydał rozkaz kierowcy, aby ten szybko jechał na lotnisko. Pierwszą wartownię udało się przekroczyć bez przeszkód, przy drugiej jednak oczekiwała Stauffenberga niespodzianka.

Oficerowie, pełniący wartę, zostali powiadomieni o wszczętym alarmie, nie znali jednak jego przyczyn. Wiedzieli, że nikt nie może przekroczyć wartowni.

Pułkownik nie dawał za wygraną. Groził pociągnięciem do odpowiedzialności każdego, kto usiłuje mu uniemożliwić rzekomo pilny lot do Berlina. Groźby okazały się chwilowo nieskuteczne. Kilka minut później uzyskał jednak pozwolenie na opuszczenie kwatery, gdy oficer, który miał służbę przed 12.00 potwierdził, iż pułkownik był rzeczywiście wzywany przez Keitla.

Droga na lotnisko była otwarta. Gdy pułkownik dotarł na miejsce, samolot był już gotowy do startu. Stauffenberg leciał do Berlina wierząc, że wszystko się powiodło. W Berlinie generał Fromm otrzymał w międzyczasie informacje, że Hitler żyje i podjął decyzję o aresztowaniu i rozstrzelaniu Stauffenberga.

W kwaterze głównej w Kętrzynie natychmiast rozpoczęto dochodzenie. Przesłuchano kierowcę Stauffenberga, który poza stwierdzeniem, iż pułkownik był nieco zdenerwowany, nie mógł wnieść do meritum sprawy nic konkretnego. Na pytanie, czy pułkownik wyrzucił coś z samochodu, odpowiedział, że nie może tego potwierdzić z całą pewnością, ale odniósł takie wrażenie, że coś takiego mogło nastąpić. Kompania żołnierzy podjęła natychmiast poszukiwania. Przeszukano pokrzywy po obu stronach drogi i znaleziono drugą paczkę z materiałem wybuchowym. Ładunek pochodził z Anglii. Był on przygotowany w ten sposób, że chemiczny zapalnik powodował wybuch z diesięciominutowym opóźnieniem. Dokładnie przyjrzałem się ładunkowi, swoim wyglądem przypominał wosk. Specjaliści stwierdzili, iż ładunek mógł spowodować śmierć wszystkich uczestników narady, gdyby odbywała się ona w betonowym bunkrze. Jednak w baraku o lekkiej konstrukcji siła wybuchu znalazła ujście przez otwory drzwiowe, okienne i pod drewnianą podłogą.

...Stauffenberg nie osiągnął zamierzonego celu. Masywny, 4-centymetrowej grubości blat stołu oraz podpora, oddzielająca Hitlera od ładunku, uratowały Führerowi życie. Podłożona bomba wyrzuciła w powietrze stół oraz opartego na nim Hitlera. Miał zranione tylko jedno ramię. Ze spodni Führera pozostały strzępy. Był jednak przytomny. Szybko się opanował i natychmiast wydał polecenie odnośnie opieki nad rannymi. Potem udał się do schronu.

Jeszcze tej samej nocy, ok. 24.00 Hitler przemówił przez radio, krótko przedstawiając przebieg zamachu.

...Zaczęły się masowe aresztowania. Wykonywano również wyroki śmierci. W listopadzie 1944 r., gdy fala aresztowań jeszcze nie minęła, Hitler rozkazał zawiesić procesy sądowe. Dalszymi następstwami zamachu były często praktykowane rewizje. Powodowały one ogólne oburzenie, jednak nie można było tego uniknąć.

....Później wprowadzono pewne zmiany, dotyczące ochrony kwatery głównej.

Zarządzono, że w przyszłości nad bezpieczeństwem Wilczego Szańca czuwać będą żołnierze dywizji „Großdeutschland” oraz funkcjonariusze SS. Zabezpieczono się także na wypadek desantu powietrznego: Wykopano rowy i założono pola minowe. Od szefa Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy otrzymałem rozkaz zaostrzenia środków ostrożności odnośnie możliwych aktów sabotażu na lotniskach. Aby upewnić się, że samoloty są wystarczająco skrupulatnie strzeżone, pozorowano niekiedy akty sabotażu i zdarzyło się, iż sfingowany w tym celu defekt nie został ujawniony przez służby bezpieczeństwa.

Zdarzyło się kilka incydentów, wynikających z panującej w Wilczym Szańcu nerwowej atmosfery. Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie wystrzeliło działo przeciwpancerne: pocisk przedziurawił barak i rozerwał się przy drzewie. Okazało się, że oficer, odpowiedzialny za ten incydent, nie spodziewał się, że działo było naładowane. Kosztowało to dużo nerwów, ale skończyło się tylko na strachu.