wybrane fragmenty z „Drei Jahre in der Nachrichtenzentrale des Führerhauptquartiers” („Trzy lata w centrali telefonicznej głównej kwatery Hitlera”); tłum. wyd.

Dzień powszedni

Dzień powszedni upływał w kwaterze głównej według jednostajnych i niezmiennych reguł. Monotonii dnia powszedniego mieszkańcy Wilczego Szańca próbowali zapobiec w różnoraki sposób. Wiele osób, w szczególności wyżsi oficerowie, wiązali dużą nadzieję z nadchodzącą wiosną. Większość z nich udawała się na spacery do położonych wokół Rastenburga malowniczych lasów lub na przejażdżki końmi, wypożyczonymi od sąsiadujących z kwaterą właścicieli ziemskich (bauerów). Niektórzy oficerowie preferowali kąpiel w jeziorach Siercze i Tuchel. Inni natomiast woleli przejażdżki łodziami, żeglowanie lub wędkowanie. Od czerwca wielu mieszkańców kwatery udawało się na jezioro Moj, gdzie spędzali miłe chwile w towarzystwie urodziwych miejscowych dam. - Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak te panie potrafiły dostać się na to jezioro. Nigdy też, podobnie jak wielu z nas, tego nie dociekałem: któż z nas pragnąłby zrezygnować z przyjemnego towarzystwa! Położony w pobliżu Rastenburg zapewniał pewne urozmaicenie w naszym monotonnym życiu. Moi koledzy zawarli tu z płcią piękną trwałe znajomości, niektórzy zaledwie sezonowe, powstałe zapewne z okazji wspólnego pieczenia ziemniaków.

Mieszkanie Hitlera

...W ostatnich dniach października 1942 roku - Hitler przebywał wówczas w Winnicy na Ukrainie - nadarzyła się wyjątkowa okazja zobaczenia pokoju sypialnego naszego szefa (tak nazywaliśmy wówczas Hitlera). Było to tuż po nocnej zmianie, kiedy to przechodząc obok schronu Hitlera, zauważyłem, że przy bunkrze pełni służbę jeden z żołnierzy, którego od dłuższego czasu dosyć dobrze znałem. Po krótkiej rozmowie namówiłem go - teraz nie pamiętam w jaki sposób - aby pokazał mi szybciutko sypialnię naszego szefa.

Oczywiste, że obaj ryzykowaliśmy głowami.

Hitlera pokój był urządzony po spartańsku: znajdowały się w nim jedno polowe łóżko, regał z dwiema książkami, szafa, kącik z toaletą, stół i dwa krzesła. Zainteresowało mnie, jakie książki czytał mój szef. Były to dwa dzieła: oba traktujące o chorobach żołądka.... Szybko podziękowałem memu koledze i opuściłem schron.

Styl życia Bormanna

...W odróżnieniu od Hitlera, Martin Bormann oraz niektórzy oficerowie prowadzili bardzo rozrzutny i luksusowy tryb życia. Dla „wtajemniczonych” było wiadomo, że Bormann zwracał szczególną uwagę na luksusowe wyposażenie swego schronu oraz to, że nie gardził wymyślnymi potrawami, napojami oraz ... uroczymi paniami. ...Bormann sprowadzał szczególnie atrakcyjne panie i zatrudniał je jako swoje sekretarki, które po krótszym lub dłuższym okresie wymieniał. Nie potrafię jednoznacznie potwierdzić ówczesnych pogłosek, że były one zwalniane z powodu ciąży. Żona Bormanna rzekomo wiedziała o przygodach męża, aprobowała jednak jego postępowanie twierdząc, że jej mąż tego potrzebuje.

...Swoich podwładnych traktował Martin Bormann wyjątkowo brutalnie. Nawet wyższych urzędników potrafił tupiąc nogami pogonić do pośpiechu. Był znienawidzony przez najbliższe otoczenie, nawet przez swego brata Alberta, adiutanta Hitlera.

Boże Narodzenie i Nowy Rok 1944

W tym roku (Boże Narodzenie 1943, wyd.) odbyła się w kasynie I wspólna dla wszystkich żołnierzy służby łączności uroczystość bożonarodzeniowa. Wcześniej coś takiego było nie do pomyślenia. Ponieważ moja służba zaczynała się dopiero następnego dnia po południu, poprosiłem podczas uroczystości mojego przełożonego, aby pozwolił mi udać się na odświętne nabożeństwo do kętrzyńskiego kościoła, które miało rozpocząć się o godz. 22.00. Mój przełożony w stopniu majora zareagował spontanicznie: „ Mamy tu pewnego wyznawcę Chrystusa, który chce udać się na nabożeństwo, czy mamy jeszcze kilka idiotów tego rodzaju?” Pamiętam, że zameldowało się jeszcze pięciu moich kolegów. „No dobrze”, zareagował mój szef, „dzisiaj jestem wspaniałomyślny, możecie schrzaniać! Nie mniej głupota musi być ukarana, proszę więc przejąć służbę jutro rano o godzinie 8.00!” Rzuciłem krótko: „Tak jest panie majorze” i udałem się pieszo z moimi przyjaciółmi do Rastenburga.

Krótko przed wartownią I spotkaliśmy terenowy wóz, w którym, ku naszemu zdumieniu, znajdował się generał Walter Warlimont. Samochód generała zatrzymał się bezpośrednio przed nami. Służbowo zameldowałem generałowi, że udaję się do Rastenburga na uroczyste nabożeństwo bożonarodzeniowe. „Co?”, odezwał się major, „że coś takiego jest możliwe w roku 1943 i do tego jeszcze ma to miejsce w kwaterze głównej!?” Odpowiedziałem krótko: „Tak jest Panie Generale!” Na to generał: „Wie Pan co, ja muszę niestety szybko na naradę, w innym wypadku udałbym się razem z wami. To dobrze by mi zrobiło” i zwracając się do swego kierowcy: „ Niech Pan zawiezie tych panów na nabożeństwo i przywiezie z powrotem, a ja udam się na naradę pieszo, stąd przecież niedaleko.” Z okazji zbliżających świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 1944 złożyliśmy sobie życzenia i ruszyliśmy do miasta.

... O tym, jak z upływem lat zmieniał się nastrój w Wilczym Szańcu, dobitnie świadczy wydarzenie, jakie miało miejsce w naszym baraku w noc sylwestrową z roku 1943 na 1944. -Uroczystość odbywała się w centrali telefonicznej. Przybyli oficerowie i szeregowcy służby łączności. Nad ranem, gdy wszyscy byli w sztok pijani, jeden z uczestników imprezy zaczął śpiewać Międzynarodówkę. Wkrótce wszyscy podchwycili „Powstańcie, których dręczy głód...”

- Nagle z trzaskiem otworzyły się drzwi i jakiś żołnierz z batalionu komendanta kwatery ryknął: „Czyście zwariowali, czy zdajecie sobie sprawę, co się z wami stanie, jeżeli ktoś to usłyszy? W tym momencie nastąpiła martwa cisza. Zdawaliśmy sprawę z tego, że gdyby się to wydało, oczekiwał nas w najlepszym wypadku batalion karny.

-Nic takiego nie miało miejsca. Dzięki Bogu, rotmistrz Möllendoff, bardzo mocno ryzykując, przymknął na to oko. Jeszcze rok wcześniej coś takiego byłoby nie do pomyślenia: nie ulega wątpliwości, że w stosunku do winnych tak „karygodnego ekscesu” wyciągnięto by daleko idące konsekwencje.

Tajemnicze informacje o zbrodniach

...Pewnego dnia - musiało to zdarzyć się w połowie maja 1942 r. - przyszedł do nas nasz kolega, Walter Meiendresch, po nocnej służbie zupełnie blady. Wyglądał na bardzo zmęczonego; przez kilka następnych dni był zupełnie niezdolny do pracy.

-Okazało się, że minionej nocy, pełniąc służbę, Walter podsłuchał rozmowę telefoniczną, która odbywała się między Himmlerem a Bormannem. Reichsleiter Himmler informował Bormanna, że posiada optymistyczną informację dla Hitlera o Auschwitz (Oświęcimiu), z której wynikało, że tam zlikwidowano („ewakuowano”) 20.000 Żydów. Bormann, jak wynikało z relacji Waltera M., wściekł się i zbeształ Himmlera za to, że ów tego rodzaju informacje przekazał mu drogą telefoniczną. Bormann wypraszał dobitnie stosowanie tego rodzaju praktyk w przyszłości, pouczając przy tym Himmlera, że powinien tego typu meldunki przekazywać wyłącznie drogą pisemną przez kurierów, oficerów SS.

Podsłuchana przez Waltera M. rozmowa była powodem jego zupełnego załamania.

... Po raz pierwszy uświadomiliśmy sobie, że istniały obozy zagłady. Naszą wiedzę na ten temat ograniczyliśmy do najbliższego kręgu osób. To, że w obozach koncentracyjnych zdarzyło się tak wiele przerażających spraw, przypuszczało wielu. O pełnym wymiarze popełnionych zbrodni dowiedzieliśmy się dopiero po wojnie, dzięki temu, że nazistowskim oprawcom zabrakło czasu na zatarcie śladów zbrodni.