Po pięćdziesięciu latach ponownie w Wilczym Szańcu

O moim pobycie w Wilczym Szańcu zapamiętałem dużo, choć po 50 latach wiele szczegółów umknęło mojej pamięci.

Od połowy lutego 1944 roku służyłem w FBB=Führer Begleit-Bataillon (przybocznym batalionie Führera). Tu chciałbym wyjaśnić, że FBB był jednostką niemieckiego Wehrmachtu, a nie SS. Najpierw odbyłem przeszkolenie na poligonie w Orzyszu, a od 1 kwietnia do końca czerwca 1944 roku przebywałem w Wilczym Szańcu. Pełniłem służbę wartowniczą na posterunku zachodnim, południowym, wschodnim a także częściowo w strefie bezpieczeństwa „0” (specjalna strefa bezpieczeństwa, w której mieszkał Hitler, autor).

Całość składała się z trzech stref bezpieczeństwa. Strefy bezpieczeństwa II, I oraz 0 oddzielone były od siebie 2,5- metrowym płotem z siatki drucianej. Każda ze stref była mocno strzeżona przez patrole i posterunki wartownicze.

Batalion przyboczny Führera składał się z 7 kompanii: trzech kompanii grenadierów, 1 kompanii dział lekkich, 1 kompanii pancernej, 1 kompanii przeciwpancernej oraz 1 kompanii szybkiego reagowania. Ta ostatnia wyposażona była w amfibie. Moja, siódma kompania, odpowiedzialna była za bezpieczeństwo wewnątrz kwatery, gdy Hitler przebywał w Wilczym Szańcu.

W razie zagrożenia mieliśmy za zadanie natychmiast znaleźć się na terenie zerowej strefy bezpieczeństwa i w bronić schronu Hitlera.

Wiosną i latem 1944 roku (Hitler przebywał od 20 marca do 14 lipca 1944 r. Obersalzbergu, Alpy, autor) nasza kompania była odpowiedzialna za ochronę obszaru kwatery objętego rozbudową. Oznaczało to służbę w ciągu 48 lub nawet 72 godzin. Wyglądało to następująco: 3 godziny warty i 3 godziny przerwy i tak na zmianę, potem 24 godziny wolne. Żołnierze, pełniący wartę, posiadali na uzbrojeniu karabin maszynowy z 6 magazynkami oraz dwa granaty ręczne. O godz.16.00 następowała zmiana warty, następnie konserwacja broni, kolacja, wyjście.

Mieszkaliśmy w 50-osobowym baraku, który znajdował się tuż przy pierwszej strefie bezpieczeństwa, w pobliżu schronu Hitlera. Rano o 7.00 odbywał się apel a po nim zajęcia i ćwiczenia. Capstrzyków nie było. W czasie wolnym mogliśmy jeździć drezyną do Kętrzyna.

Rano przywożono do Wilczego Szańca czteroma lub pięcioma autobusami robotników z „Organizacji Todta” (OT). Najczęściej pochodzili oni z Prus Wschodnich, więźniów i robotników przymusowych nie zatrudniano. Pełniąc wartę na posterunku zachodnim odprawialiśmy ok. 200 robotników OT; oprócz tego część osób przyjeżdżała pociągiem. Towarowy ruch kolejowy przez kwaterę - od stacji w Parczu do stacji w Czernikach - był konwojowany. Nie pamiętam, aby przez las przejeżdżały jakiekolwiek pociągi osobowe, oczywiście nie licząc specjalnych (Sonderzüge).

Latem 1944 r. budowano nowy bunkier Hitlera. Materiał budowlany dowożono pociągiem. Z miejsca postoju pociągu materiał ten zabierała kolejka polowa i dowoziła go do betoniarki, znajdującej się w pobliżu schronu Führera. Nowy bunkier Führera został wybudowany od podstaw w niecałe 6 tygodni, w maju i czerwcu 1944 r. Widziałem go w stanie gotowym. Nie pamiętam jednak, jak opowiadał mi jeden z miejscowych przewodników, aby na nim były umieszczone stanowiska dział lub karabinów maszynowych. Być może zostały nadbudowane później, już po moim opuszczeniu kwatery. Wiele baraków kwatery wzmocniono ceglanymi ścianami i żelbetowymi stropami, między innymi drewniany barak narad, w którym 20 lipca 1944 dokonano historycznego zamachu na Hitlera.

Z nalotami lotniczymi właściwie nie liczyliśmy się. Po pierwsze dlatego, że istniała mocna obrona przeciwlotnicza, po drugie - teren kwatery był dobrze zamaskowany i trudny do wykrycia istniejącymi wówczas środkami. Myślę, że dla angielskich i amerykańskich bombowców był on nieosiągalny. Trudno jednak wyobrazić, że angielskie i amerykańskie służby wywiadowcze nie wiedziały o istnieniu Wilczego Szańca. Przypominam sobie, że ciągle byliśmy ostrzegani o możliwości rozpoczęcia akcji przez partyzantów z lasów białostockich.

Na marginesie: Za zupełnie bzdurną uważam informację, zawartą w jednym z przewodników o kwaterze głównej, o tym, że siatki maskujące były zmieniane i dopasowywane kolorem do odpowiednich pór roku. Jednoznacznie stwierdzam, że były one koloru zielonego i nigdy ich nie zmieniano.